czwartek, 7 sierpnia 2014

Para Mieszana




Gdy szukałam nazwy dla mojego projektu (i bloga) po głowie kołatały mi różne słowa ale najczęściej chyba przez moje myśli przewijało się słowo „para”.  A jak „para” to od razu dopowiadało mi się słowo „mieszana”. 
Fraza ta pochodzi z piosenki o tym samym tytule, będącej hitem w latach osiemdziesiątych. Gdy słuchałam jej wtedy, jako mniej więcej dziesięciolatka, robiła na mnie duże wrażenie. Opowiadała ona o parze moich ówczesnych rówieśników dla których ich miłość była nawet ważniejsza od „trzeciego roku w tej samej klasie”.
Kluczowym dla mnie było wtedy słowo „para” bo gdy jesteśmy dziećmi wydaje nam się, że recepta na związek jest niezwykle prosta: wystarczy jedynie znaleźć swojego księcia czy księżniczkę do pary, zakochać się z wzajemnością (bagatelka) i już będziemy „…żyli długo i szczęśliwie.”

Gdy ta sama piosenka wpadła mi w ucho przeszło dwadzieścia pięć lat później skłonna byłam raczej uważać, że akcent powinien padać na słowo „mieszana”. Za mną były już pierwsze i drugie a nawet trzecie poważne rozczarowania płcią przeciwną, leczyłam złamane serce i byłam skłonna twierdzić, że bardzo wiele dzieli świat męski od kobiecego. Zastanawiałam się, dlaczego, mimo iż tak niedawno jeszcze nie wyobrażaliśmy sobie bez siebie życia, teraz, po niespełna pięciu latach, nie ma między nami zupełnie nic.

Czy to dlatego, że intymność oznacza coś zupełnie innego dla kobiet i mężczyzn?
 
Kobiety definiują ją jako „rozmowę twarzą w twarz” zaś mężczyźni jako „robienie czegoś ręką w rękę”.
Podczas magicznego okresu zakochania każda płeć odwołuje się do typu intymności właściwego ukochanej osobie. Mężczyźni zdobywający kobietę prowadzą intymne rozmowy, piszą miłosne listy i wiersze oraz mówią stale do swej ukochanej. Zakochana kobieta chodzi ze swoim mężczyzną wszędzie i chętnie oddaje się wspólnym zajęciom choćby to miało nawet oznaczać wspólne oglądanie meczu ;)
Kiedy jednak czas zalotów się kończy obydwoje wolą wrócić do swojego świata, świata intymności właściwego dla własnej płci. I obydwoje czują się rozczarowani postawą ukochanej osoby, czasem tak bardzo, że decydują się odejść.

Helen Fisher w książce „Pierwsza płeć” propaguje teorię, że skłonność do porzucania partnera około czwartego roku związku jest prawdopodobnie pamiątką sezonu rozrodczego ludzi pierwotnych. Wynikało to z faktu iż trwałość związku w koczowniczym społeczeństwie pierwotnym wyznaczał okres niemowlęctwa i karmienia piersią pojedynczego dziecka który trwał właśnie około czterech lat. Jak tylko młode zostało odstawione od piersi i dołączało do grupy starszych dzieci, część obowiązków rodzicielskich przejmowało starsze rodzeństwo, ciotki, babki oraz inni członkowie grupy. Jeśli więc para nie poczęła następnego dziecka mogła swobodnie się rozstać i znaleźć  innych partnerów.
No cóż, zmiana na „lepszy model” jest jakimś rozwiązaniem. Skoro nasz egzemplarz nie jest „szyty” na naszą „miarę” to może warto poszukać kogoś dopasowanego lepiej? Ale gdy tak szukamy i zmieniamy i dopasowujemy być może zaświta nam myśl, że ma na świecie nie ma tej drugiej, idealnej połówki…

Podobno spytano kiedyś pewną parę, jak udało im się przeżyć ze sobą 65 lat. Odpowiedzieli, że urodzili się w czasach, w których coś, co się zepsuło – należało naprawić, a nie wyrzucić.

Dziś, mając już czwarty krzyżyk na karku i kilkuletnie studia nad tematyką relacji damsko-męskich też jestem zdania, że żeby było „długo i szczęśliwie” trzeba się mocno napracować i mieć do dyspozycji „narzędzia” do napraw w naszym związku. Poniżej zamieszczam zestaw takich, przydatnych narzędzi stworzony przez znaną parę amerykańskich terapeutów małżeńskich Johna Gottmana i Juliet Schwartz-Gottman.

A na co dziś zwróciłabym uwagę słuchając piosenki „Para Mieszana”?

Chyba postawiłabym znak równości między słowami „para” i „mieszana” bo ważne jest posiadanie naszej „pary” ale równie ważna jest świadomość i akceptacja faktu, że choć łączy nas miłość to jednak jesteśmy „mieszaniną” dwóch różnych płci (chociaż niekoniecznie bo nie mamy nic przeciwko związkom jednopłciowym) i osobowości. I chyba skoncentrowałabym się na refrenie który mówi „…jutro powiem Ci, że kocham Cię…”, wszak słowa te są jednymi z najlepiej cementujących nasze związki i najlepiej powiedzmy je już dziś.

7 sposobów na udany związek
wg. Johna Gottman i Juliet Schwartz-Gottman


Opracujcie „mapy miłości” – uwzględniające wewnętrzny świat partnera, jego lub jej historię, niepokoje, zmartwienia i nadzieje.

Okazujcie sobie czułość i podziw – to lek na pogardę i lekceważenie.

Mówcie o swoich potrzebach i realizujcie je – pamiętajcie, że na związek składają się drobiazgi dnia codziennego.

Podchodźcie do problemów z pozytywnym nastawieniem – to zwiększa szansę na uratowanie związku.

Nauczcie się radzić sobie z konfliktem – konflikty w związku są naturalne i mają wiele pozytywnych aspektów.

Spełniajcie swoje marzenia – stwórzcie atmosferę do zwierzeń na temat waszych nadziei, aspiracji, wartości i przekonań.

Nadajcie znaczenie waszej relacji – przyjrzyjcie się ważnym wyobrażeniom, mitom i metaforom dotyczącym waszego związku.


PS: Po sprawdzeniu okazało się, że piosenka o której piszę, ma, tak naprawdę, tytuł „Super Para” a słowa „para mieszana” są elementem refrenu. Cóż, myślę, że jeśli będziemy stosować, powyższe 7 sposobów na udany związek nasza „Para Mieszana” będzie „Super Parą”.

Para Mieszana czyli Super Para zespołu L4












Brak komentarzy:

Prześlij komentarz