piątek, 22 stycznia 2016

Oczami wnuczka

Kiedy przypominam sobie swoich dziadków, coraz rzadziej widzę wspomnienia w formie filmu – zbioru zdarzeń i tego co pomiędzy. Coraz częściej mam przed oczami poszczególne elementy, coś co szczególnie mocno zapisało mi się w pamięci. Jest jesienne przedpołudnie – w zasadzie już zima. Śnieg niedługo zacznie prószyć, a północny wiatr już sprawia że zimny podmuch dociera do kości, przez wszystkie tekstylia. Zapach naftaliny, unosi się pod sklepienie, barokowego budynku. Mam sześć lub siedem lat i stoję na chórze w kościele, pośród mazowieckich pól i lasów. Organista spogląda na mnie srogo i z powagą – wiem, że mam być cicho. Powaga i nienaganna postawa. Powaga - tak mi się zdaje, chociaż wiem że to maska, pod którą czeka na mnie uśmiech i zmrużone oczy. Do melodyjnej i czystej gry, dodaje po kilku chwilach wyćwiczony przez dziesięciolecia glos, który niesie się przez nawę główną, przez nawy boczne, aż pod ołtarz.
Mój dziadek.
Inne miejsce – inny czas – inny dziadek. Wiek przedszkolny, ale raczej wcześniej – dziadek zabiera mnie na wakacje do jednego z „państwowych” ośrodków wypoczynkowych – chyba Mazury. Pytam dziadka czy możemy iść na lody (pora śniadania) – dziadek jest ZA. Ponawiam pytanie w kontekście obiadu – dziadek nie oponuje. W okolicach kolacji sprawdzam czy mogę poza lodami zjeść też ciastko – dziadek wyjmuje portfel. Kiedy rodzice przyjeżdżają, kilka dni później i delikatnie tłumacza dziadkowi, że tak nie wolno” on wyjaśnia, że: są wakacje – wolno się bawić pełną gębą, a jak nie ma wakacje i jest siew domu to jest normalne życie i praca.
Work hard – Play Hard. W wydaniu PRL. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to świetna zasada. Dobry dzień. Dobre wakacje.
Każdy z nas ma wspomnienia dotyczące roli dziadka w naszym życiu – lub też jego braku. W duecie z babcią, są kombinacją perpetuum mobile do rozwiązywania problemów wnucząt. Opieka okazjonalna, powtarzanie i odrabianie lekcji, wakacje, ferie, niedzielne obiady. Prezenty, zabawy i rozpieszczanie – surowość, poszanowanie zasad, powaga. Jedno i drugie na równi, lub w zmieniających się proporcjach. Wspominając swoich dziadków – zastanawiam się czasem, czego się od nich nauczyłem. Czy jest coś w czym byli dla mnie wzorem, co pozostało mi po nich do dziś i towarzyszy mi w życiu. Jest coś takiego – to obserwacja ich relacji iż własnymi dziećmi. Patrząc na moich dziadków (i babcie) widzę jak wielką miłością i szacunkiem darzyli ich moi rodzice. Pamiętam jak mój ojciec, golił swojego tatę kiedy ten był w szpitalu. Pamiętam jak moja matka, opiekowała się swoją mamą, w jesieni jej życia. To, co zostało mi po dziś dzień, to obraz tego, jak chciałbym być traktowany przez własne wnuki i to między innymi wpływa na moje zachowanie i relacje z moimi synami. Obraz tego, że potem oni będą kształtować kolejne pokolenie „Kowalskich”, a mnie przypadnie w udziale być tylko delikatnym wsparciem – odciążeniem rodziców tam gdzie oni sami nie dadzą już rady. Być dziadkiem, to również mieć możliwość (wedle niektórych) naprawić własne błędy. Czyż dziadkowie nie są od rozpieszczania, jak często słyszymy? Pomimo, iż dziadkowie i babcie od wielu lat, nie są już ze mną – patrzę na swoich rodziców którzy odkąd stali się dziadkiem i babcią, zmienili się i pod pewnymi względami – są chyba lepszymi opiekunami teraz niż byli wcześniej. Z większym dystansem, doświadczeniem i … cierpliwością.
A jak u was ??
Macie jakieś wyjątkowe wspomnienia związane ze swoim dziadkiem ?



Łukasz Kowalski

niedziela, 17 stycznia 2016

Termin przydatności do ….

Styczeń.
Środek tygodnia.
Godzina dziesiąta rano.
Warszawa.
Zimno.
Bardzo zimno.

Sieciowa kawiarnia o wielkomiejskim „sznycie” i odniesieniami do eco i natural. Para Mieszana, omawia na piętrze, plan ekspansji szkoleniowo-medialnej. Tematy, wnioski, pomysły i dygresje, zapełniają kolejne strony kalendarzy i notatników.

Przy sąsiednich stolikach, zaczynają pojawiać się kolejni klienci, którym łyk kawy i kęs ciepłej lub słodkiej przekąski, umili codzienną bieganinę.

Najczęściej pojedyncze osoby, czasem jakaś para. Pary w różnym przedziale wieku – pojedyncze osoby, najczęściej w okolicach i powyżej trzydziestych urodzin, jeśli po samym wyglądzie i zachowaniu można cokolwiek wnioskować.
Pojedyncze osoby, to prawie wyłącznie kobiety.

Jedne pośpiesznie uważając by nie nabawić się oparzenia, inne spokojnie celebrują kolejny łyk, jeszcze inne niecierpliwie spoglądają na zegarek w swoim smartfonie.



Spotkanie dobiegło końca. Plan ustalony - zadania podzielone, literatura rozpisana, pomysły zanotowane i przeznaczone do uściślenia.
Uścisk, buziak i w drogę.

Klawiatury i ekrany naszych telefonów rozgrzewają się jednak do czerwoności, kiedy w spokojnym czasie wieczorem, dzielimy się identycznym, jak się okazuje spostrzeżeniem z kawiarni.
Dygresja sprowokowana jakąś niecierpliwą myślą, porusza temat przedsiębiorczości i sukcesu kobiet.

Szybkie przeszukanie w pamięci, listy znajomych „Kobiet Sukcesu” lub takich które mocno walczą o swoja pozycję w życiu.

Hm.

Większość jest sama, lub zakończyła niedawno związki. Niektóre są singielkami (bardzo modne i poprawne słowo) bez zobowiązań, inne wychowują dzieci, lub opiekują się rodzicami.

A skoro związkami, relacjami i komunikacją się zajmujemy – nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie zadali sobie pytania :

Co sprawia że tyle atrakcyjnych, wykształconych i zaradnych,  oraz inteligentnych kobiet w kwiecie wieku, jest samych?

W czym tkwi przyczyna, braku płaszczyzny porozumienia – bo przecież tak jak znamy wyjątkowe kobiety w przytaczanym wcześniej wieku, to znamy też nie mało mężczyzn którzy dopiero po trzydziestce zaczynają przejawiać zainteresowanie szeroko pojętą stabilizacją.

A może – prowokacyjnie – kto odpowiada za to że te dwie płcie, po przekroczeniu pewnej „daty przydatności do spożycia” mijają się, jakby więcej je antagonizowało niż łączyło.

Pytając znajomych, usłyszeliśmy zróżnicowane opinie – każda jednak zakotwiczona była w osobistym doświadczeniu.

Jedni głosili tezę, iż mężczyźni są niedojrzali i dlatego nie potrafią docenić kobiet, które generalnie lepiej radzą sobie w naszych czasach, tak pod względem zawodowym jak i relacji towarzyskich* Poprzeczka postawiona jest wysoko, bo kobiety z naturalnych powodów, pragną mieć partnera a nie kolejne (lub pierwsze) dziecko.

Pojawiły się też głosy, że kobiety same sobie taki los zgotowały. Pułap wymagań, stawiają zbyt wysoko, nie biorąc pod uwagę że z wiekiem mężczyźnie trudno się zmienić i naginać, bo on również ma swój bagaż doświadczeń i nawyków, a oczekuje się od niego wszechstronności jak od R2D2*. Plus, gotowości do rozmowy o uczuciach i emocjach.

A że w dyskusji różne głosy się pojawiły, to i takie zdanie wygłoszone zostało, iż „kobiety jako istoty do cna praktyczne, w dużej mierze (poza chlubnymi wyjątkami) szukają głównie kogoś, kto ma dużo pieniędzy do wydania. Kobieta partner, kobieta towarzyszka życia to zabytki minionej epoki, obecnie dziewczyny najchętniej i o zgrozo, same ustawiają się w roli kosztownej zabawki.”

Z drugiej strony nie obyło się bez spostrzeżeń, „że mężczyźni po 30 wolą młodsze bo wymaga to od nich mniej wysiłku intelektualnego, młodsze laski szybciej zaspokoją ego, bo im imponuje wszystko (oczywiście na podium jest wszystko co związane z pieniędzmi i statusem), a kobiecie w okolicach trzydziestki tak łatwo zaimponować już nie jest.”

Faktem jest, że coraz więcej samodzielnych kobiet, kroczy przez życie bez partnera. Czasem decydując się na brak jakiegokolwiek stałego związku, a innym razem, kończąc „nieperspektywiczny” lub „jałowy” związek.

Macie jakiś pomysł na to jak te dwa unikające się plemiona, nakłonić do siebie a przynajmniej, na jakim polu mogą zacząć, kontaktować sicze sobą i poznawać się nawzajem?

Podzielcie się z nami swoim przemyśleniami, a może wspólnie znajdziemy sposób, by w kawiarniach większość stanowiły pary … w każdym wieku.



Łukasz Kowalski

*R2D2 – nazwa astrodroida z sagi Gwiezdnych Wojen, który pojawia się w każdym epizodzie i doprawdy, niewiele jest kwestii z którymi sobie nie radzi.


wtorek, 12 stycznia 2016

Czas na zmianę

Przychodzi taki czas kiedy zauważamy, że w naszym dalszym życiu niezbędna jest zmiana.
Analizujemy wtedy naszą codzienność i konstatujemy, że tak dłużej być po prostu nie może. Tradycyjną datą na takie przemyślenia jest przełom roku, kiedy podsumowujemy to, jak żyliśmy w roku minionym i zastanawiamy się, co zrobić żeby kolejny był lepszy. Ja częściej jestem świadkiem takich analiz bo zwykle na coaching zgłaszają się osoby, które chcą dokonać jakiejś zmiany w swoim życiu i potrzebują w tej zmianie wsparcia, takiego jakim jest coach.
Sami jednak wiemy co dzieje się z naszymi dumnymi postawieniami. Albo zarzucamy ich realizację już po kilku tygodniach lub nawet dniach albo też pozostają one tylko i wyłącznie w sferze planów. Wiele może być powodów takiego stanu rzeczy, bardzo często jednak jest to po prostu kwestia nieprawidłowo sformułowanego celu.
To jak w takim razie należy formułować cele aby zwiększyć szansę na ich realizację?

Prawidłowo sformułowany cel powinien być:
  • pozytywny - nie może zawierać sformułowań zawierających negacje czy porównania;
  • samodzielnie osiągalny, zależny od Ciebie, a nie od zewnętrznych okoliczności czy innych osób;
  • specyficznie i konkretnie sformułowany;
  • określony przez mierniki, po których poznasz, że ten cel został osiągnięty;
  • osadzony w czasie, czyli powinien posiadać czas rozpoczęcia i czas osiągnięcia efektu;
  • motywujący, co oznacza, że dzięki osiągnięciu tego celu zyskujesz dodatkowe korzyści;
  • podzielony na etapy z zaznaczonym pierwszym krokiem.
Cel pozbawiony miernika jest tylko marzeniem. Jak zatem odpowiednio zwymiarować nasz cel?
Bardzo popularną metodą do tego służącą jest model SMART lub EXACT .
Spróbujmy poćwiczyć stosując ten drugi model.
Podobno w Polsce, najczęściej ze wszystkich ludzi na ziemi obiecujemy sobie przy noworocznej lampce szampana, że w nadchodzącym roku się rozwiedziemy. Taką deklarację rzekomo składa aż czterech na stu Polaków. Co ciekawe, tyle samo osób postanawia w nadchodzącym roku stanąć na ślubnym kobiercu (choć badania nie precyzują, czy nie są to przypadkiem te same osoby).
Taki cel w zasadzie również może być prawidłowo sformułowany ale jakoś niezbyt mam ochotę się nim zająć.

Kolejnym bardzo popularnym celem jest schudnięcie. Według badań zobowiązanie to rokrocznie wygrywa w światowym głosowaniu internautów.

Spróbujmy zatem zająć się następującym celem:
Schudnę do 90 kg.

Grafika modelu: SET

Ex (EKSCYTUJĄCY, INSPIRUJĄCY) – no cóż, to zależy dla kogo. Dla Łukasza, kolegi z Pary Mieszanej, zapewne tak, bo waży on ok. 110 kg przy wzroście 196 cm (kazał mi to koniecznie napisać ;) Czy jednak byłby on inspirujący? Obawiam się, że nie ponieważ jest on mało realny.

A (WYMIERNY, MIERZALNY) – jak najbardziej, wszak kilogramy są miarą

C (STANOWIĄCY WYZWANIE, AMBITNY) – to na pewno, ale czy aby nie nazbyt ambitny?

T (OKREŚLONY W CZASIE) – powyższe zobowiązaniu tego warunku zupełnie nie spełnia. Nie mamy tu żadnych ram czasowych, ani kiedy ma się zacząć realizacja celu ani na kiedy zakładamy uzyskanie efektu





Jak zatem powinien, według mnie brzmieć cel?
Na przykład tak: W 2016, do końca roku schudnę do 100 kilogramów.

Ale, podkreślam, to moja wersja celu. Aby cel był dobrze sformułowany musi być wymiarowany przez osobę zainteresowaną. Musielibyśmy spytać więc o to Łukasza lub kogoś o zbieżnym celu.
Podobno jeśli czegoś bardzo się pragnie  - cały wszechświat pomaga. Nie wiem jak to jest z wszechświatem, wiem jednak, że na pewno pomaga nam własny umysł.
Życzę Ci zatem samych dobrze sformułowanych celów i owocnych zmian. A jeśli chciałabyś, żeby w tej zmianie ktoś Cię wspierał, to serdecznie zapraszamy.


Monika Hajdenrajch